Czym różnią się gwarancja i rękojmia w świetle prawa

5/5 - (2 votes)

Czym zatem różnią się gwarancja i rękojmia:

  • rękojmia dotyczy wad zmniejszających wartość lub użyteczność, gwarancja natomiast, wad fizycznych.
  • rękojmia przysługuje konsumentowi z mocy prawa, gwarancja natomiast ma charakter umowy stron zawieranej dobrowolnie pomiędzy gwarantem i konsumentem, którą towar nie musi być objęty.
  • czas obowiązywania rękojmi to zawsze ł rok, gwarancja trwa ł rok, tylko wtedy jeśli gwarant nie zastrzegł w umowie innego terminu.
  • z tytułu rękojmi konsument może wymienić towar już po jednej nieskutecznej naprawie, gwarancja przewiduje przeważnie kilkukrotną możliwość naprawy przed wymianą produktu na nowy.
  • gdy produkt zostaje wymieniony na nowy z tytułu gwarancji, jej termin biegnie od nowa (otrzymujesz nową gwarancję), wymiana towaru w ramach rękojmi nie pociąga za sobą jej wznowienia.

Konsument może wykorzystywać uprawnienia z tytułu rękojmi niezależnie od uprawnień wynikających z gwarancji. Znaczy to, że reklamując towar może wybierać pomiędzy reklamowaniem go z tytułu gwarancji i z tytułu rękojmi w zależności od swojego uznania.

Poradnik dla szefa działu sprzedaży

5/5 - (5 votes)

„Szef” to przede wszystkim umiejętność widzenia szerzej i dalej niż potrafią to podwładni. Konkurencja naciska coraz silniej, coraz trudniej osiągnąć, a nawet utrzymać odpowiedni procent udziału w rynku, zdobyć klienta… Bez najwyższego zaangażowania handlowców trudno dotrzymać planu. Ale jak utrzymać wysokie zaangażowanie i skuteczność handlowców na trudnym rynku i z obciętym budżetem?

Takie myśli i pytania dręczą dziś niejednego szefa działu sprzedaży. Co robić, gdy nie ma się już stanowiska, na które by można awansować doświadczanego handlowca? Jaką dać mu premię, gdy brakuje pieniędzy? Mówiąc krótko – jak go skutecznie zmotywować?

Nawet, jeśli jest to trudne zadanie to nie jest niemożliwe. Nie istnieje jednak jedna recepta na opanowanie tak złożonej sytuacji. Typowymi metodami „motywowania” w praktyce są dzisiaj: zastraszenie, dodawanie ducha i przerzucanie na innych odpowiedzialności.

Zasłyszane, zaobserwowane…

Zastraszenie

Gdy wyniki dramatycznie spadały szef pewnego zespołu handlowego zwołał zebranie, na którym miał zmotywować swoich ludzi do lepszej pracy. Handlowcy oczekiwali tego spotkania z niecierpliwością- nie najlepiej się czuli z tak słabymi wynikami, ale też nie wiedzieli, co mogą zrobić inaczej. Mieli nadzieję, że szef będzie miał jakiś pomysł. Ten, zaczął spotkanie od wyrysowania na tablicy liczby „18″ i pytania – „Wiecie co to jest?” Grupa zaczęta prześcigać się w pomysłach: „tak nam wzrośnie sprzedaż”, „o tyle mamy więcej sprzedać asortymentu X”, „taki będzie procent premii od przyrostu sprzedaży”… Szef ciągle mówi „nie”. Kiedy grupa nie mogła już nic więcej wymyślić powiedział: „Panowie; taka jest stopa bezrobocia w tym kraju. Więc bierzcie się do roboty!”. Ze wszystkich jakby uszło powietrze. W dalszej części spotkania handlowcy byli już tylko biernymi słuchaczami.

Stosując metodę zastraszania szefowie często posługują się cytowaniem wyrywkowych faktów, nie po to, żeby jasno pokazać całą sytuację i znaleźć wyjście, ale aby przestraszyć.
Czy to skuteczne działanie? – Nie. Niby mobilizuje do większego starania się, ale w najprymitywniejszy sposób. Czasem przynosi to efekty, ale na krótko. Typowym rezultatem zastraszenia jest sytuacja, w której handlowcy celowo podrasowują wynik na koniec miesiąca .,zatowarowując” magazyny klientów pod sufit. Na dłuższą metę zastraszenie powoduje obniżenie poziomu identyfikacji z firmą, bierny opór, szukanie winy na zewnątrz. A najgorszym i długofalowym skutkiem zastraszania jest utrata najlepszych i najambitniejszych handlowców.

Dodawanie ducha

To druga z często stosowanych metod. Polega na ogólnikowych wspierających komunikatach typu: „Zobaczycie, uda się”, „Na pewno sobie poradzicie”, „Będzie dobrze”, „Jakoś damy radę”, „Musimy się zmobilizować”. Oczywiście dodawanie ducha jest potrzebne. Jeśli jednak są to wyłącznie ogólniki nie poparte żadnym konkretnym pomysłem szef ma poczucie, że „coś” zrobił, ale efektów nie ma. Na dłuższą metę takie ogólniki nie służą też autorytetowi szefa.

Przerzucanie odpowiedzialności

Stosowanie takiej techniki zdarza się najczęściej szefom, którzy sami już nie wierzą, że cele sprzedażowe są do osiągnięcia. Im samym zabrakło motywacji. Przerzucają zatem odpowiedzialność – na swoich przełożonych, obarczając ich winą za nierealistyczne cele oraz na handlowców, mając nadzieję, że sami z siebie wykrzeszą trochę aktywności i wiary w sukces. Typowy komunikat stosowany w tej metodzie to: „Nasz cel sprzedażowy na ten kwartał (miesiąc) to … – tu pada cyfra o np. 5 proc. wyższa od poprzedniego poziomu. Ja wiem, że to bardzo dużo, ale firma nam taki cel wyznaczyła i musicie jakoś spróbować go osiągnąć”. W tym sformatowaniu kryją się nie wprost dwa komunikaty. Pierwszy to „Ja bym wam takiego wysokiego celu nie stawiał, ale to nie ode mnie zależy”, a drugi brzmi „Spróbujcie jakoś chłopaki, bo ja nie wiem jak”. Ten sposób nie mobilizuje nawet na trochę. Powoduje natomiast spadek identyfikacji z firmą i spadek mobilizacji u handlowców.

Dość powszechne stosowanie trzech, powyżej opisanych, nieskutecznych sposobów świadczy o tym, że nasi szefowie handlowi mają w większości kłopoty z motywowaniem w czasach trudnego rynku. Oczywiście są tacy, którzy to potrafią, a tak naprawdę – uczymy się na własnych błędach. Obecny kryzys jest pierwszym, przez jaki przechodzimy i nie bardzo było gdzie uczyć się odpowiedniego postępowania w delikatnej materii motywowania do pracy na trudnym rynku.

Trenerskie podejście

Czy można się tego nauczyć? Zdecydowanie tak. Tyle, że wymaga to konsekwencji i uwagi. Dlatego, choć wydaje się całkiem proste, nie jest łatwe.
Szefa skutecznie mobilizującego w trudnych czasach można porównać do trenera opiekującego się najwyższej klasy sportowcami. Dobry trener rozumie mechanizmy motywacyjne swoich podopiecznych, potrafi je sprawnie wykorzystać, a przy tym jest dobrym technologiem w dziedzinie, w której trenuje.

Przyjrzyjmy się zatem motywacji handlowców w sytuacji trudnego rynku. Co zrobić, żeby cała ich energia szła na szukanie rozwiązań pozwalających, by sprzedaż była jak najlepsza?

Kiedy robi się coraz trudniej, handlowcy skupiają się na:

  • ·szukaniu „winy” za gorsze wyniki na zewnątrz, czyli widzą ją w recesji, klientach, produkcie, nie takim marketingu, etc.;
  • ·cichej lub głośniejszej walce z szefostwem, które stawia nierealne plany, wymyśla „bezsensowne” projekty zmian, stawia wyższe wymagania i w ogóle nie rozumie realiów;
  • ·stawianiu oporu wobec samych pomysłów usprawnień czy zmian w sposobie rozliczania. „Jeżeli do tej pory nie analizowaliśmy portfela klientów, to po co nam to?”, „Dlaczego mamy przedstawiać przewidywany wpływ z wydatków promocyjnych?”.

Uleganie takim postawom to prosta droga do słabych wyników. Z kolei otwarta walka i negowanie takiej postawy to zaproszenie do konfliktu. Proponujemy więc trzecie wyjście -takie samo jakie stosują trenerzy sportowi – poznać co się za tym wszystkim kryje.

A kryje się zwykły ludzki instynkt samozachowawczy. Handlowcy po prostu boją się nieznanego, możliwej porażki i poczucia; że wyniki spadają, bo to oni są gorsi.

Handlowiec na trudnym rynku funkcjonuje pod presją dwóch sit: strachu przed nowym, którego nie zna i przywiązania do starych, znanych, wypróbowanych metod.

„Nowe” oznacza inne niż do tej pory działania, wyższe wymagania klientów. Ostrzejszą walkę konkurencyjną, jednym słowem wszystkie zmiany, jakie niesie za sobą trudny rynek. Obydwie te siły popychają go w stronę ignorowania zmian na rynku, do negowania pomysłów nowych rozwiązań; szukania winy u innych i gloryfikowania swoich utartych sposobów działania.

Co nie stresuje handlowca?

Sposób radzenia sobie z taką postawą jest prosty, logiczny, ale – jak już było mowa – niełatwy. Szef, który utrzymuje w zespole wysokie wyniki, mimo coraz trudniejszego rynku, systematycznie: pokazuje dlaczego konkretnie stare sposoby działania nie wystarczają i czemu wymaga nowych; wspiera i pomaga w stosowaniu nowych sposobów.
Jak wskazuje, że „stare” już nie wystarczy? Na faktach pokazuje jak zmieni się rynek – z faktami trudno się spierać czy dyskutować. Jednocześnie znajomość faktów pomaga handlowcom myśleć samodzielnie. Także na faktach pokazuje zagrożenia czy słabnące wyniki – udziały w rynku, przyrosty konkurencji, wyniki lepszych regionów, wyniki badań opinii, etc. Prezentując wyniki nie grzmi karzącym głosem, tylko pozwala samodzielnie wyciągnąć wnioski na przyszłość; np. podsuwa wątpliwość – „Co stanie się z twoim udziałem w rynku za 6 miesięcy, jeśli nic nie zmienisz?” I rzecz najważniejsza – taki szef wyraźnie stawia cele.

Takie zachowanie szefa powoduje, że handlowcy są świadomi powagi sytuacji. Mogą do niej podejść logicznie i szukać rozwiązań. Fakty nie oskarżają, nie wypominają, tylko mobilizują do myślenia, a o to chodzi.

Szef umiejętnie wspierający stosowanie nowych sposobów działania, aby zmniejszyć lęk przed porażką i odbudować wiarę w sukces potrafi stawiać konkretne cele, inne niż tylko target – cele jakościowe i kompetencyjne. Nawet jeżeli handlowcy nie wierzą w zrobienie planu, to skupiają się na wybranych parametrach: rentowności, obrocie z jednego klienta lub na swoich konkretnych umiejętnościach. Takie cele, jeśli są dobrze postawione dają się osiągać – jest więc o co się starać.

Dobry taktyk angażuje samych przedstawicieli w szukanie rozwiązań – te narzucane z góry zazwyczaj są bowiem odrzucane. Często wystarczy 15-30 min dyskusji w zespole, a całe zadanie idzie potem dużo sprawniej. Mądry szef dba również o jasne reguły gry i sposób rozliczenia i o to, aby handlowcy „kupili” dany pomysł jako swój, to dodaje im poczucia bezpieczeństwa. Kolejną kwestią jest docenianie za drobne sukcesy. Przecież, kiedy jest bardzo trudno – nawet drobny sukces cieszy. Taki szef nie karze też za błędy, jeśli wynikają one z poszukiwania lepszych rozwiązań. Dba o wymianę nowych informacji w zespole – jeżeli jeden z handlowców sobie z czymś poradził niech inni też z tego korzystają. On docenia za konstruktywne podejście.

Inny aspekt. Dobry szef interesuje się każdym z handlowców jako człowiekiem. Tak naprawdę często wystarczy jedno pytanie przez telefon – „Jak sobie poradziłeś”, „Jak ci idzie z kredytem”. Jak trener sportowca- uczy myślenia w długofalowej perspektywie – 6 miesięcy, roku, trzech lat. To pomaga zobaczyć; że „dołek” nie jest wieczny i że konsekwencja przynosi efekty.

Chcieć to móc

Czasem na szkoleniach dla szefów słyszę taką oto opinię: „Kiedy to wszystko robić? Przecież tak nas gonią plany, że i tak już jestem zarobiony po uszy”. Odpowiedź jest prosta – właściwie żaden z tych sposobów nie wymaga dodatkowego czasu. Cele i tak stawiamy ludziom, i tak rozliczamy ich z zadań. Większość wymienionych powyżej metod wymaga tylko powiedzenia jednego czy dwóch zdań lub zadania dodatkowo jednego czy dwóch pytań. Takie motywowanie nie wymaga właściwie dodatkowego czasu. Wymaga natomiast „miejsca w głowie”, czyli świadomego poświęcenia mu uwagi.

Jeżeli ktoś pełniący szefowską funkcję chciałby sprawdzić jak dobrze idzie mu motywowanie i angażowanie swoich podwładnych to serdecznie polecam skorzystanie z zestawu pytań publikowanych w książce napisanej przez Marcusa Buchinghama „Najpierw ziarno zasady”.

Jeżeli twoi podwładni, Czytelniku, twierdząco odpowiedzieli na większość poniższych pytań to obniżone wyniki ci nie grożą!

  • ·Czy wiesz dokładnie, jakie konkretnie rezultaty ma przynosić twoja praca? Czy masz okazję codziennie robić coś, w czym jesteś najlepszy?
  • ·Czy w ciągu ostatnich 14 dni otrzymałeś w jakiejkolwiek formie uznanie za dobrą pracę?
  • ·Czy Twoim zdaniem jesteś dla szefa ważny jako człowiek?
  • ·Czy jest w pracy ktoś, kto zachęca cię do rozwoju?

Badania Instytutu Gallupa wykazują, że firmy, w których udzielono najwięcej pozytywnych odpowiedzi na te pytania miały rentowność wyższą od planowanej o 14 proc., natomiast firmy, które uzyskały odpowiedzi w większości negatywne osiągnęły rentowność o 30 proc. niższą od zakładanej.

Sytuacja w oczach szefów

Zespoły szefów, z którymi ostatnio pracowaliśmy, stworzyły taką oto listę czynników, motywujących handlowców do zwiększonego wysiłku w trudnej sytuacji:

  • ·Możliwość wykazania się, wyzwania.
  • ·Podniesienie prestiżu w zespole.
  • ·Akceptacja szefa.
  • ·Możliwość samodzielnego zarządzania swoim terytorium.
  • ·Podniesienie swojej wartości rynkowej.
  • ·Obawa przed utratą pracy, prestiżu, pieniędzy, szacunku dla siebie.

Jak widać nie proponujemy żadnych rewolucyjnych metod. Są to zdroworozsądkowe działania – dowcip leży w ich konsekwentnym stosowaniu przez szefa.
W takim razie jakie umiejętności są im szczególnie potrzebne, aby magli zmobilizować swój zespół?

I znowu – żadna rewolucja ani rewelacja. Zwyczajny szefowski warsztat, czyli:

  • Konsekwencja w spokojnym acz zdecydowanym pokazywaniu faktów. Oczywiście trzeba je mieć, umieć i chcieć zanalizować i wierzyć, że handlowcy są godni zaufania, aby im te fakty przedstawić.
  • Umiejętności przywódcze potrzebne do budowania zespołu wspierającego się w trudnościach.
  • Fachowa wiedza na temat rynku, produktu, technologii jego sprzedaży – jest to potrzebne do wspierania rozwoju umiejętności (podpowiadania jak i komu lepiej sprzedawać).
  • Umiejętności coachingowe – bez nich nie da się stawiać celów rozwojowych, podnosić umiejętności sprzedażowych, pokazywać sukcesów.
  • Umiejętność radzenia sobie z własnym strachem i stresem. Szef też człowiek i musi znaleźć gdzieś wsparcie.

Szef handlowy na miarę czasów

Szefowie pierwszej linii są na trudnym rynku pod największą presją, a jednocześnie najwięcej od nich zależy. Warto więc stworzyć w firmie sposób na systematyczne podnoszenie ich kwalifikacji w każdej z tych dziedzin. Dobre szkolenie może oczywiście okazać się bardzo pomocne. Warto, aby miało przede wszystkim formę warsztatową.

Sprawdzonym rozwiązaniem są też role, odgrywane z pomocą wewnętrznego trenera. Mogą to być scenki: spotkania zespołu, rozmowy ze zdemotywowanym pracownikiem, etc., prezentowanie problemu i zespołowe szukanie rozwiązania.

Jeżeli w firmie jest ktoś, kto pełni rolę szkoleniowca czy trenera pracującego w terenie, to może posłużyć za indywidualnego trenera dla szefa. Może też przydać się indywidualny coaching zamówiony z zewnątrz.

Badania prowadzone przez McKinsey pokazują, że szefowania uczymy się przede wszystkim poprzez obserwację kogoś, kto jest wzorem roli, nieformalne informacje zwrotne i ocenę słabych i mocnych stron.

Myślę, że motywowania warto się uczyć nie tylko na szkoleniach, ale też wzajemnie od siebie. Każdy z nas, jako szef; ma swoje sposoby, warto więc podpatrywać kolegów, jak sobie radzą z szefowaniem i aktywnie szukać okazji do wymiany takich doświadczeń. „Szef” to przede wszystkim umiejętność widzenia szerzej i dalej niż potrafią to podwładni. Otóż, za parę lat spadnie nam bezrobocie, a populacja osób pracujących zacznie się kurczyć. W coraz wyższej cenie będą specjaliści różnych branż. Wówczas umiejętność motywowania najcenniejszych pracowników stanie się jedną z najważniejszych umiejętności dobrego szefa. Warto się jej uczyć już teraz.

Mirosława Białobrzeska

Reakcje na (nie)zadowolenie

5/5 - (2 votes)

W poprzednim podrozdziale opisałam schemat powstawania satysfakcji oraz niezadowolenia. Emocje związane z zakupem, najczęściej i całkiem naturalnie pociągają za sobą dalsze skutki. O sile reakcji decyduje natężenie emocji, jakich doświadczył klient odnośnie oferenta. O wieloaspektowym pozytywnym skutku zadowolania i negatywnym niezadowolenia klientów pisze wielu autorów światowej literatury.

Wg Kotlera i Dubois satysfakcja klienta sprzyja jego wierności, jednakże relacji między nimi nie można nazwać liniową. W przypadku niezadowolenia jest prawdopodobne, że klient opuści przedsiębiorstwo i będzie rozpowszechniał negatywne opinie wśród innych ludzi. W przypadku satysfakcji niewystarczającej, może opuścić przedsiębiorstwo, jeśli znajdzie lepszą ofertę (Kotler, Dubois 2003, s. 68). Poniższy rysunek przedstawia najistotniejsze reakcje na (nie)zadowolenie. [1]

Rysunek 9. Reakcje klienta na (nie)zadowolenie.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie: W. Schneider „ Satysfakcja klienta. Strategia, pomiar, zarządzanie” (tłum.) s.30., Hill N., Alexander J.: „Pomiar satysfakcji klientów”, Oficyna Ekonomiczna, Kraków 2003, s 31.Centrum Badań Marketingowych Test www. cmbtest. com. pl 22 marca 2006

W przypadku satysfakcji mogą mieć miejsce:

S Variety-seeking (zjawisko poszukiwania różnorodności poprzez wypróbowywanie kolejnych marek; wynika ono z przyzwyczajania się do danej marki w wyniku adaptacji do bodźca – a więc stopniowego zmniejszania się siły reakcji na niego) ,

S Cross selling (możliwość sprzedawania klientowi dodatkowych opcji do złożonego już zamówienia lub produktów komplementarnych (uzupełniających))[2] [3] S Przywiązanie klienta; jak zauważają Hill i Alexander (Hill, Alexander 2003, s. 31), nierzadko nie więcej niż 10% klientów jest „całkowicie wiernych”, dodają też, że wierni klienci charakteryzuj ą się tym że:

  • kupują częściej wybierając większy asortyment towaru u sprawdzonego już dostawcy
  • rzadziej biorą pod uwagę konkurencję
  • są bardziej „oddani”

^ Malejąca wrażliwość na cenę; wg Hilla i Alexandra są w stanie przepłacić więcej przeciętnie o 9% w porównaniu z resztą klientów (Hill, Alexander 2003, s.31)

^ Pozytywna reklama z ust do ust jest to wyrażanie swojej satysfakcji z usług przedsiębiorstwa wśród swoich znajomych, przyjaciół i krewnych, jak przekonuje Schneider (SCHNEIDER 2000, s. 27)

o prawdopodobieństwo jej zastosowania w przypadku bardzo wysokiego zadowolenia wynosi 100%, opinia przekazywana jest 4-8 osobom o 100 zadowolonych klientów pozyskuje przeciętnie przez propagandę 30 nowych klientów,

^ Zysk z redukcji kosztów; znajomość struktury firmy, jej zasad funkcjonowania, co istotnie ogranicza czas i kłopoty związane z obsługą, płatnościami, wysyłaniem katalogów reklamowych, itd. oraz dodatkowo redukuje inne koszty marketingowe (zysk z redukcji kosztów transakcji) [4].

Niezadowolenie natomiast nie musi pociągać za sobą oczywistych reakcji. Jeśli jednak tak jest, mogą to być:

  • skargi, wg Schneidera (Schneider 2000, s. 27) tylko 5% klientów wyraża swoje niezadowolenie w formie skargi, są oni raczej skłonni pozostać wiernymi przedsiębiorstwu, nawet gdy skargi nie zostaną rozwiązane zadowalająco, pozostałe 95% odchodzi w ciszy lub szkodzi przedsiębiorstwu poprzez negatywną reklamę z ust do ust;
  • negatywna reklama „z ust do ust”; nieusatysfakcjonowani klienci mówią o tym średnio 15 znajomym, przyjaciołom czy krewnym.

Bardzo obrazowy autentyczny przykład negatywnej reklamy z ust do ust przytacza J. Dyche (DYCHE 2002, s. 24): „Nienawidzę tej firmy i poświęcam zdecydowanie zbyt wiele czasu na fantazjowanie o jej bankructwie. Moi przyjaciele również są jej klientami, rozmawiamy ze sobą jak członkowie bractwa. Kiedykolwiek znajduję się w pobliżu sklepu Sprint, czuję się w obowiązku zaczepiać i zniechęcać tak wielu potencjalnych klientów, jak to tylko możliwe”.

  • odchodzenie od obecnego oferenta.

Wyniki badań nad satysfakcją klienta przytaczane przez Schneidera (SCHNEIDER 2000, s. 27 za Trap 1986, Topfer/Mann 1996, S.26) dodają jeszcze:

  • „Trzy czwarte klientów zmieniających konkurenta jest nieusatysfakcjonowanych z jakości serwisu. Jedna czwarta klientów zraża się przy złej jakości produktu lub zbyt wysokiej cenie.
  • Prawdopodobieństwo, że zachwyceni klienci ponownie wrócą do przedsiębiorstwa jest o 300% większe niż przy klientach zadowolonych.
  • 95% rozgniewanych klientów pozostaje wiernym przedsiębiorstwu, jeśli w ciągu 5 dni problem zostanie rozwiązany.
  • 7,25% wynosi wzrost oprocentowania, które wywołuje każdy punkt procentowy trwale zwiększanej satysfakcji klienta.”

Warto tu jeszcze przytoczyć wyniki badań przeprowadzonych przez National Institude of Businnes Management, które wykazały, iż „96% niezadowolonych klientów nie składa skargi z powodu nieuprzejmego zachowania pracownika firmy, lecz aż 91% nigdy więcej nie dokona ponownego zakupu w tej firmie. Ponadto przeciętny niezadowolony klient opowie o tym, jak go potraktowano, co najmniej 9 osobom, a 13% niezadowolonych klientów przekaże to ponad 20 osobom.” (Siewierski 1997, s. 4)


[1] B. Kwarciak Wygodna klatka dla klienta, Modern Marketing 05/1999

[2] B. Kwarciak Zmysłowy uścisk Internetu, Modern Marketing 02/2001

[3] P. Majewski Up-selling i cross-selling w praktyce, Czas Na E-Biznes 8 maja 2006.

[4] Centrum Badań Marketingowych, 22 marca 2006.

Metoda standardowa w handlu konwencjonalnym

5/5 - (2 votes)

Podczas realizacji elektronicznych zamówień obecnie najczęściej wykorzystuje się metody standardowe. Nie wymagają one specjalnego przygotowania do realizacji płatności. Do najpopularniejszych metod konwencjonalnych możemy zaliczyć:

  • sprzedaż za pobraniem pocztowym lub kurierskim,
  • sprzedaż z wykorzystaniem kart kredytowych10.

Jako pierwsza forma płatności w e-commerce rozwinęła się forma płatności za pobraniem pocztowym lub kurierskim. Można powiedzieć, że jest ona jedną z najprostszych form płatności. Po wybraniu towarów, kupujący podaje swój adres i dane osobowe oraz zobowiązuje się do zapłaty za przesyłkę przy jej odbiorze. Przesyłka wysyłana jest poprzez pocztę lub za pośrednictwem firmy kurierskiej.. Handel elektroniczny z wykorzystaniem tej formy płatności przypomina zwykłą sprzedaż wysyłkową.

Trzeba jednak stwierdzić, że metoda ta pomimo zalet takich jak: prostota użycia przez kupującego, powszechna akceptacja dla tej metody i dostępność dla wszystkich, posiada także wady, wśród których za najważniejsze uznaje się: duże przesunięcie w czasie momentów złożenia zamówienia i realizacji płatności, możliwość zastosowania jedynie do sprzedaży towarów rzeczywistych i spore koszty w przypadku płatności na niskie kwoty. 52,7 % Polaków akceptuje tę formę płatności.

Systemem pozbawionym większości wad sprzedaży za zaliczeniem pocztowym systemem jest realizacji płatności przy wykorzystaniu kart kredytowych.

Konsument pragnąc nabyć towar musi najpierw założyć konto w banku, co zazwyczaj wiąże się z zaopatrzeniem go przez bank również w kartę. Sprzedający musi także posiadać konto w banku przygotowanym do przetważania kart kredytowych. Trzecią stronę transakcji stanowi operator usług płatniczych (np.Visa).

Rozliczanie tej płatności przebiega w trójstopniowym procesie:

  • autoryzacja – bank emitujący kartę potwierdza transakcję,
  • inkasowanie należności – bank obsługujący sprzedającego zbiera dane o transakcji i dostarcza do operatora kart a ta do banku emitenta karty, który księguje należność,
  • regulowanie rachunków – odbieranie należności od banku emisyjnego przez operatora usług płatniczych i wpłacenie ich na konto sprzedawcy11.

Podstawowe zalety tej metody stanowią: powszechna akceptowalność, bezpieczeństwo, łatwość obsługi przez kupującego, brak gotówki podczas całej operacji. Natomiast do wad można zaliczyć: pracochłonność instalacji systemu, wysokie koszty realizacji transakcji oraz istnienie stereotypowych poglądów na temat bezpieczeństwa transakcji tego typu. 57,2 % Polaków akceptuje  płatność kartą kredytową.

Polacy starają się uniknąć przekazywania e-sklepu numeru swojej karty płatniczej – bojąc się wykorzystania numeru w nieuczciwym celu. W celu zapobieżenia tym obawom powstał system płatności za pomocą kart płatniczych. Wprowadziła go i promuje spółka ComputerLandu, Banku Zachodniego WBK oraz Pierwszego Funduszu Rozwoju BRE Banku – firma eCard S.A12.

System eCard wykorzystuje bardzo silne zabezpieczenia transakcji typu SET oraz SSL (Secure Socket Layer) 128 bitów. Projekt standardu SET został ogłoszony 1 lutego 1996 przez dwie największe organizacje kart kredytowych na świecie – VISA i MasterCard, we współpracy    z  producentami oprogramowania, takimi  jak Microsoft, Netscape czy IBM.

SET  wykorzystuje enkrypcję w celu zaszyfrowania danych zawartych na karcie. Tworzy bez­pieczny (szyfrowany) kanał teoretycznie uniemożliwiający wykorzystywanie danych o płatności, jakie są wymieniane między klientem, bankiem a sprze­dawcą przez osoby trzecie w Sieci. SET szyfruje same komunikaty, dlatego też można je potem przesyłać za pośrednictwem różnych osób,   z których każda będzie mogła odczytać tylko ten fragment, który jej dotyczy. „Przykładowo: handlowiec będzie w stanie odszyfrować część informacji dotyczącej zamówienia, jednakże nie będzie mógł odczytać towarzyszącej jej informacji na temat płatności.” Strony biorące udział  w transakcji mają pewność, że dane nie uległy manipulacji w trakcie przepływu przez sieć. SET używa bowiem podpisów elektronicznych, które w pracy opisano wcześniej.

Podobnie do systemu Secure Socket Layer (SSL), system SET również jako swoje podstawy  działania wykorzystuje certyfikaty. Certyfikaty wystawiane są w sposób automatyczny przez specjalne serwery, zarządzane przez firmy rozliczające karty kredytowe. Podajemy więc dane naszej karty i nasze dane osobowe, a one są sprawdzane w banku. Po ich weryfikacji serwer przesyła do naszego komputera gotowy certyfikat, który zostaje zapamiętany na naszym dysku. Taką samą procedurę – dla uzyskania swojego certyfikatu – musi przeprowadzić również sprzedawca, który chce przyjmować płatności kartami w systemie SET. Po dopełnieniu tych wstępnych czynności, podczas każdej transakcji oprogramowanie sprzedawcy i klienta sprawdza nawzajem swoje certyfikaty, co daje duże prawdopodobieństwo wyeliminowania przypadków oszustw z obu stron.

Pojawiające się technologie, takie jak SET czy SSL, mają stworzyć bezpieczne środowisko tak, aby bezpieczeństwo zakupów w Sieci przerosło bezpieczeństwo gwarantowane metodami stosowanymi przy tradycyjnych zakupach.


10 AGS New Media, e-business solutions

11 Levinson J. C., Rubin C.: Marketing Partyzancki on-line,  PWE Warszawa 1998

12 Gajos D.: Niebezpieczne poprawki Rzeczpospolita  nr 208, 2001

Produkcja Chin

5/5 - (2 votes)

Chiny to dziś także największy plac budowy i kraj przyciągający najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

W 2003 roku podobnie jak w poprzednich latach motorem jego rozwoju był eksport, którego wzrost szacowany jest na ok. 35%! Na rozwoju chińskiej gospodarki skorzystała też Unia, której eksport do Chin w roku ubiegłym wzrósł o 18%. Obecnie czołowymi eksporterami do Chin są USA, Szwajcaria, Japonia i Unia. Krajem, do którego Chiny eksportują najwięcej są Stany Zjednoczone.[1]

Jeszcze kilka lat temu gospodarkę chińską za granicą kojarzono na ogół z tanimi wyrobami, niezbyt zaawansowanymi technologicznie. Mówiło się też o „branżach chińskich” i miano na myśli grupy produktowe, które były zmajoryzowane przez Chińczyków. Takimi branżami już od dłuższego czasu są tekstylia, zabawki, obuwie, a także produkcja np. rowerów (Chińczycy dostarczają na światowy rynek ok. 60% wszystkich rowerów). Dziś ta sytuacja dynamicznie zmienia się. Coraz więcej jest chińskich towarów, które jakościowo zagrażają czołowym światowym producentom, bijąc je na głowę cenami, które wynikają z bardzo niskich kosztów produkcji. Listę „chińskich branż” powiększają dziś przedmioty gospodarstwa domowego (lodówki, kuchenki mikrofalowe, klimatyzacja, wyroby audio-wideo), sprzęt komputerowy, a także złożone urządzenia wielkogabarytowe jak np. statki. W kolejce do wprowadzenia na tę listę czekają usługi kosmiczne, najnowszej generacji podzespoły i układy elektroniczne, specjalistyczna aparatura…

Chiny postawiły też na rozwój rolnictwa. Uwolnienie tego sektora gospodarki od dawnych, krępujących go reguł w połączeniu z tradycyjną, chińską aktywnością gospodarczą i pracowitością szybko dało znaczące efekty. Oprócz podstawowych, tradycyjnych dla nich upraw rozwinęła się produkcja specjalistyczna (jarzyny, grzyby, owoce i kwiaty). W rozwoju tej branży dążenie do samowystarczalności żywnościowej kraju połączono z ekspansją na rynki zagraniczne. Już dziś Chiny są głównym dostawcą warzyw dla Japonii. Dla swoich produktów i przetworów spożywczych szybko zdobywają rynki w Europie i w USA. W pierwszych 7 miesiącach 2003 roku wyeksportowano produkty rolne za ponad 11mld USD. W porównaniu z innymi dziedzinami eksportowymi nie jest to jeszcze znaczący wynik (cały chiński eksport w okresie pierwszych 10 miesięcy 2003 roku szacowany jest na ok. 350mld USD), lecz warta podkreślenia jest dynamika wzrostu eksportu produktów rolnych, bo wyniosła ona aż 18,5% w porównaniu z rokiem poprzednim! Jeśli powyższe wiadomości uzupełnimy o informację o realizowanych gigantycznych programach hydrotechnicznych, które doprowadzają wodę w miejsca w nią ubogie, to dojdziemy do wniosku, że obecne wyniki chińskiego rolnictwa są dopiero początkiem dużego boomu, jaki nas czeka w tej dziedzinie. Należy przypuszczać, że obecna oferta chińskiego rolnictwa jest wstępem do przyszłej światowej ofensywy.

Chińscy producenci w ostatnich latach dynamicznie wzbogacają swoją ofertę. Proponują rynkowi produkty coraz bardziej zaawansowane jakościowo. Firmy chińskie z coraz większą skutecznością lokują swoje wyroby w renomowanych placówkach handlowych świata, gdzie towar jest zaliczany do wyższych standardów. Coraz lepsza jest jakość chińskich wyrobów i wzrastający popyt na nie powoduje, że Chińczycy zaczynają lansować własne marki, swoje znaki fabryczne. Coraz częściej korzystają też z własnych, chińskich agencji promocyjno – reklamowych, a w dystrybucji pomagają im liczne grupy chińskich emigrantów rozsiane praktycznie po całym świecie.[2]

W wielu dziedzinach produkty chińskie już teraz spełniają światowe wymagania w zakresie wzornictwa, technologii wykonania i parametrów techniczno-eksploatacyjnych, przy równocześnie konkurencyjnych cenach. Koszty pracy w Chinach są rzeczywiście konkurencyjne. Przykładowo chiński robotnik w branży tekstylnej za godzinę pracy otrzymuje trzy razy mniej niż robotnik w Meksyku, a ci przecież kilkakrotnie mniej otrzymują niż robotnicy w USA![3]


[1] M. Kruczkowska, Pekin pożera Pekin, Gazeta Wyborcza, 22-03-2004.

[2] M. Kuźmicz, Gigant się otwiera, Gazeta Wyborcza, 01-03-005.

[3] M. Kuźmicz, Chiński handel wystrzelił, Gazeta Wyborcza, 09-02-2005